Trzecia i ostatnia część trylogii milenijnej zaczyna się w miejscu, w którym skończyła się „Dziewczyna, która igrała z ogniem”. Lisbeth Salander przeżyła pogrzebanie żywcem, ale jej problemy wcale się jeszcze nie kończą. Zalachenko jest dawnym profesjonalnym zabójcą na usługach sowieckich służb specjalnych. Ponadto jest ojcem Salander, a jego syn próbuje teraz zabić dziewczynę. Potężne siły chcą uciszyć Lisbeth Salander raz na zawsze.
Równocześnie Mikael Blomkvist szpera w ukrytej przeszłości Lisbeth Salander i wkrótce trafia na ślad prawdy. Pisze demaskatorski reportaż, który ma oczyścić Lisbeth Salander i wstrząsnąć w posadach rządem, Säpo i całym krajem. Nareszcie Lisbeth Salander otrzymuje szansę, by rozprawić się ze swą przeszłością. Jest to także szansa, by sprawiedliwość – ta prawdziwa – mogła w końcu zwyciężyć.
Nie polecam czytać trzeciej części bez znajomości
poprzednich, a szczególnie drugiej. To niejako kontynuacja „Dziewczyny, która igrała z ogniem”. I znowu wyjęte 3 dni z życia, ale nie żałuję
:)
Gdy czytałam poprzednie części myślałam sobie, że
Autor trochę przesadził z objętością, dodał zbyt wiele szczegółów,
szczególików. Jednak teraz, gdy już nie będzie można przeczytać o dalszych
losach Lisbeth i Mikaela, sądzę, że było to extra rozwiązanie.
Można się zagłębić w lekturze i czytać, czytać, czytać. I super, że nie są to książki na jeden wieczór. Niesamowicie dynamiczna i ciekawa akcja, cała masa zaskakujących wydarzeń, wyraziści bohaterowie. Chwila nieuwagi.... i koniec imponującej, soczystej trylogii.
Dawno nic mnie tak nie pochłonęło. Polecam oczywiście całość!
I co – u diabła – ma takiego w sobie Mikael
Blomkvist, że w każdej kolejnej części jakaś niewiasta żyć bez niego nie
może... A on przecież nie może odmówić:)
Dla mnie to najlepsza z trzech części Millenium i
zdecydowanie jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałem (a nie
było tego zbyt wiele;)) wprawdzie trochę przewidywalna, ale nie mogłam sie
doczekać kiedy dojdę do procesu Salander. Sam proces zresztą to mistrzostwo
świata i tytuł świetnie to oddaje.
Chylę czoło przed panem Larssonem – to wielka
strata i żal, że już nic więcej nie napisze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz