„Mistrz” to sensacyjna powieść, pełna erotyzmu i namiętnych scen, nie przekraczających jednak granic dobrego smaku. Jest w niej wszystko, czego szukają miłośnicy gatunku: zbrodnia, tajemnica, intensywne relacje między bohaterami i bardzo gorąca atmosfera.
Akcja książki w przeważającej mierze rozgrywa się w
pięknej posiadłości wartej spore pieniądze i będącej marzeniem niejednego
szaraka na Cyprze. Tu spędzają czas jej właściciele - dwaj bracia i tu trafiają
dwie młode i piękne kobiety. Każda z nich jest przeciwieństwem drugiej, ale obie
są seksowne, pociągające i inteligentne. Sonia trafia do VillaRosy czystym
przypadkiem. Pewnego dnia wraca do domu bardzo późną porą. W podziemnym
przejściu jest przypadkowym świadkiem gangsterskich porachunków. Jest świadkiem
egzekucji i to właśnie za jej przyczyną zostaje uprowadzenia. Raul stojący na
czele decyduje się na jej porwanie, ale z każdym dniem jego serce coraz
wrażliwiej bije na widok pięknej studentki. Andżelika to zdecydowanie inna
kobieta. Wyrachowana, kochająca luksus i seks, świadoma swojego seksapilu.
Podejmuje się zadania wykradzenia z sejfu pewnej koperty, która jest niezwykle
cenna dla jej tajemniczego zleceniodawcy. Ma za to obiecane spore honorarium.
Aby wkraść się w towarzystwo Raula uwodzi jego brata.
Jak potoczą się losy głównych bohaterów? Odpowiedź
znajdziecie w książce, którą czytała mi się doskonale. Zabrała do
gangsterskiego świata, pełnego luksusu, wszelakich dóbr materialnych, drogich
samochodów, jachtów i posiadłości, ale i takiego w którym panują bezwzględne
reguły gry, w którym nie brak wyrachowania, brutalności, a wrogowie bywają na
śmierć i życie. To świat w którym nie ma sentymentów, uczuć i zasad.
Książka trafi w gust pewnie wielu pań, ale te o
bardzo ostrej moralności mogą czuć się zniesmaczone i zgorszone. Czasem autorka
nie przebiera w słowach, używa pikantnych określeń, opisuje szokujące sceny, które
więcej mają wspólnego z płatną miłością niż romantyczną sceną między
niewidzącymi poza sobą świata zakochanymi. No ale seks niejedno ma imię.
Podobnie jak Katarzyna Michalak, które przekonuje, że nie tylko słodkie, ale i
bardzo, bardzo pikantne historie pisać potrafi
„Mistrz” szokuje, wzbudza emocje, może bulwersować,
zaskakiwać, ale to z pewnością znakomita książka. Inna niż te do jakich nas
autorka przyzwyczaiła. Ale równie świetna.
Ulice Miasta po zmroku pustoszeją. Giną piękne,
młode kobiety. Morderca zabija je elegancko, finezyjnie, z fantazją. Inspektor Paul de Vries odchodzi od zmysłów, gorączkowo
szukając sprawcy. Podejrzanych jest wielu. Ofiarą może być każda. Trop prowadzi
do Czarnego Księcia, przystojnego i niebezpiecznego Maksymiliana Romanowa,
spadkobiercy potężnego rodu. Między dwoma mężczyznami staje piękna, młodziutka
Konstancja, sprzedana za ojcowskie długi. Przyjaźń zmienia się w śmiertelną
nienawiść, nienawiść prowadzi do zbrodni. Pozostaje jedno pytanie: kto prowadzi
tę grę? Niesamowita opowieść o zwodniczej miłości, pożądaniu, zdradzie i
morderstwie. Galeria mrocznych postaci na ulicach grzesznego i zepsutego Miasta
końca wieku. Prawdziwa gratka dla miłośników gorących, namiętnych i
niebezpiecznych historii.
„Czarny
Książę” czyta się szybko bo jest wciągająca,
ale niestety nie jest to zbyt przyjemne spotkanie. Historia jest depresyjna,
mroczna, trochę głupawa :) Ni to romans historyczny, ni thriller, ni kryminał.
Bohaterowie, zwłaszcza mężczyźni myślą tym co noszą w portkach, a kobiety -
niemal wszystkie - pożądają jedynie władzy i bogactwa. Niewinność Konstancji
jest irytująca - ale tu też muszę przyznać, że jej osoba jest najlepszym
wątkiem w całej książce.
Nie polubiłam bohaterów, Maks to bogaty brutal, Inspektor to niezadowolony z życia; wiecznie drugi; pożal się Boże przyjaciel. Anastazja nie ma w ogóle charakteru, a ciotka Konstancji to jakaś pomyłka - zgorzkniała, stara, baba. I wszyscy, dosłownie wszyscy mają taką chuć jakby w całym Mieście ktoś coś rozpylał w powietrzu.
Nie polubiłam bohaterów, Maks to bogaty brutal, Inspektor to niezadowolony z życia; wiecznie drugi; pożal się Boże przyjaciel. Anastazja nie ma w ogóle charakteru, a ciotka Konstancji to jakaś pomyłka - zgorzkniała, stara, baba. I wszyscy, dosłownie wszyscy mają taką chuć jakby w całym Mieście ktoś coś rozpylał w powietrzu.
Prawda jest też taka, że po "Mistrzu" który mi się podobał, spodziewałam się czegoś zupełnie innego i przez długi czas nie potrafiłam umieścić historii w konkretnych czasach, a co za tym idzie wyobraźnia mi szwankowała, do tego wątek mordercy średnio mnie intrygował i szybko odkryłam jego tożsamość, a potem już tylko beznamiętnie czytałam i licytowałam kto zginie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz