Są słowa, które ranią, są takie, które przynoszą radość ale wszystkim niezmiennie towarzyszy gotowanie. Przytulna kuchnia, aromatyczne zapachy i niezapowiedziani goście - to wszystko nadaje życiu subtelny smak, a cztery bohaterki potrafią gotować i robią to z miłością....Bo "Przepis na szczęście" mamy w sobie, musimy go tylko odkryć i zrealizować
Zatem usiądź wygodnie w głębokim fotelu, zaparz sobie herbatę i daj się uwieść
magicznym opowieściom o szczęściu i gotowaniu.
"Przepis
na szczęście" to po prostu książka kucharska,
"wzbogacona" o cztery króciótkie opowiadania będące kontynuacją
historii bohaterek z kilku książek pani Katarzyny. Jeśli ktoś nie czytał
"Sklepiku z niespodzianką", "Wiśniowego dworku",
"Nadziei" czy "Roku w Poziomce" i "Powrotu do
Poziomki", ten te opowiadania może sobie podarować a skupić się na
przepisach, bo te są o wiele ciekawsze.
Czuję się oszukana. Autorka, którą lubię i cenię
zaproponowała mi tym razem książkę kucharską okraszoną czterema króciutkimi
opowiadaniami stanowiącymi mocno naciągane zakończenia bądź uzupełnienia
wcześniejszych powieści. Przeczytanie książki zajęło chwilę - kocham czytać,
ale nie jestem aż tak zdesperowana, by czytać dla przyjemności przepisy
kulinarne, ograniczyłam się więc do ich przejrzenia.
Nie mam nic przeciwko przepisom kulinarnym w
powieściach , w których, w umiejętny sposób autor przeplata z historiami
bohaterów, bo dzięki nim książka staje się cieplejsza i przyjemniejsza w
czytaniu, ale żeby skrócić opowiadania do minimum i 80% książki poświęcić
przepisom ,to już lekka przesada.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz