Szukaj na tym blogu

czwartek, 3 marca 2016

Kuchnia Duchów - Jael McHenry


Po nagłej śmierci rodziców nieśmiała i skryta Ginny, młoda kobieta dotknięta zespołem Aspergera, szuka ukojenia w kuchni, z dala od dominującej siostry Amandy i wścibskich krewnych. Metodyczne czynności związane z przygotowywaniem posiłków łagodzą jej smutek i niepokój, a bogaty aromat toskańskiej zupy ribollity, przygotowanej zgodnie z ręcznie spisanym przepisem włoskiej babci, koi zmysły. Przyciąga też nieoczekiwanego gościa... Duch babci przynosi Ginny tajemnicze ostrzeżenie i znika niczym para znad stygnącego talerza. Wkrótce po tym wydarzeniu Ginny odkrywa, że ma niezwykłą moc przywoływania duchów osób, których ulubione danie przyrządza. Wie, że nie może o tym opowiedzieć swej stojącej twardo na ziemi siostrze, ale wierzy, że ten dar może być okazją do nawiązania upragnionej przyjaźni i rozpoczęcia całkiem nowego życia. Spróbuje też za jego pomocą wyjaśnić głęboko skrywany sekret i ocalić przed sprzedażą swój dom rodzinny. Refleksyjna i smakowita powieść o samopoznaniu i wewnętrznej kruchości z oryginalną bohaterką, która łącząc teraźniejszość z przeszłością, prozę życia z poezją smaków, odkrywa w sobie cudowną moc i siłę do samodzielnego, pełnego życia.

W tej książce "Kuchnia duchów" jest wszystko co lubię najbardziej. Jest zapach płynący z kuchni, jest ciekawy punkt widzenia świata osoby o odmiennej od ogółu konstrukcji psychicznej.

Ginny i jej świat. To co ją uspakaja to kuchnia, jej przedmioty i gotowanie. Dotyk preferowany to tylko ten, gdy styka się jej dłoń z produktami, które myje, kroi, wącha, każdy inny wywołuje negatywne emocje. Jest zamknięta w nieco innym wymiarze przez zespół Aspergera.

Sposób pisania jest niesamowity. To coś jak powolne smakowanie słów. Nie to, że przywołuje poetyckie opisy, po prostu jest oddaniem wewnętrznych stanów bohaterki, indywidualnego odczuwania i odbioru otoczenia. Słowa, które mają jakiś magnes i nie pozwalają odłożyć książki przed końcem tej opowieści. Niezwykle plastyczny język, dzięki któremu możemy poczuć dominujący w danym rozdziale zapach przygotowanych potraw i sposób w jaki bohaterka dzieli się swoją fascynacją kulinarną.

Opowieść przedstawiona z punktu widzenia młodej kobiety z syndromem Aspergera, czyli osoby odmiennie niż większość postrzegającej świat, borykającej się z ograniczeniami, których do końca nie jest świadoma. Potrzebuje pewnych uspakajaczy umysłu, którymi jest gotowanie ale i samo myślenie o potrawie, przywoływanie jej smaku, odtwarzanie w pamięci najdrobniejszych niuansów daje ukojenie w sytuacji, które wywołują u niej stres. To oczywiście Ginny zapoznaje z sytuacją, w jakiej poznajemy ją i jej bliskich, a w kolejnych rozdziałach, jak w układance, odkrywamy panujące relacje rodzinne i mały sekret - jak można wywołać duchy w kuchni.

To zupełnie inny sposób opisywania kulinarnych wyczynów od tych, z którymi miałam okazję już się spotkać. Tutaj gotowanie to sposób na duchy, ale przede wszystkim sposób na radzenie sobie i opanowywanie własnych lęków.

Książka jest głęboka, daje bardzo dużo do myślenia, każe zastanowić się nad tym, co tak naprawdę uważamy za "normalne" oraz czym jest sama "normalność". Ukazuje ludzi w całkiem innym świetle, zarówno tych, którzy mierzą się z problemami dnia codziennego, jak i tych, którzy każdego dnia walczą o zachowanie samych siebie.  





.
 

Wiśniowy Klub Książki - Ashton Lee


Maura Beth organizuje klub książki, aby uchronić lokalną bibliotekę przed zamknięciem. Jej inicjatywa spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem. Na wiernych czytelników oprócz interesujących rozmów czekają bowiem pyszne smakołyki.

Klubowicze od dyskusji nad "Przeminęło z wiatrem" przechodzą do plotek, wymiany przepisów, zwierzania się z sekretów i snucia marzeń. Zawiązują się przyjaźnie, a gdy na horyzoncie pojawia się przystojny Jeremy, serce bibliotekarki zaczyna bić szybciej.

Czy popularność klubu pozwoli ocalić bibliotekę?


„Wiśniowy Klub Książki” już sam tytuł kusi, prawda? Przynajmniej zwraca uwagę każdego mola książkowego. Któż nie chciałby należeć do takiego klubu? Patrząc na piękną okładkę i czytając opis z tyłu książki spodziewałam się znaleźć w niej wszystko to co lubię. Już czułam niepowtarzalny klimat biblioteki gdzieś na amerykańskiej prowincji i zapach lokalnych potraw. Miałam wielką ochotę stanąć z boku i obserwować zawiązujące się przyjaźnie i rodzącą się miłość. Tak, to książka dla mnie – pomyślałam.

Ciepłe, pogodne czytadło, idealne na taki ponure dni, jak na początku marca. Na pewno powieść jest przewidywalna, nieco banalna, ale nie pretensjonalna. Postacie są szablonowe, albo dobre, albo do szpiku kości złe (jak miejscowi radni, którzy czyhają na zamknięcie biblioteki). Trochę za dużo tu słodkości i lukru, ale treść ratują, moim zdaniem, dwie rzeczy:
 
Po pierwsze to odniesienia do treści kultowych powieści amerykańskiego Południa ("Przeminęło z wiatrem " i "Zabić drozda"). 

Po drugie to przywołanie w wypowiedziach i wspomnieniach bohaterów czarnych kart z historii stanu Missisipi.
 
Całość czyta się szybko, lekko i przyjemnie, świetnie przy tym odpoczywając. Polecam przede wszystkim jako relaksująca i niezobowiązującą lekturę.
 

Spełnienia marzeń! - Katarzyna Michalak


O miłość i marzenia zawsze warto walczyć!

Osiemnastoletnia Klaudia rozpoczyna nowe życie. W małym, niewyremontowanym domku na warszawskiej Białołęce, bez grosza przy duszy, za to z wielkim marzeniem i jeszcze większym sekretem. Choć jest młoda, już wiele w życiu wycierpiała… Dziewczyna jednak ma nadzieję, że uda się jej nie tylko uciec się przed demonami z przeszłości, ale też samodzielnie stanąć na nogi i odnaleźć spokój. A może o wiele więcej?...
 
Gdy postanawia odpowiedzieć na lokalne ogłoszenie o pracy, która ma polegać na opiece nad niewidomym mężczyzną, nie spodziewa się, że właśnie w tym momencie rozpoczyna się zupełnie inny rozdział jej życia. Kamil jest bystry, przystojny, krnąbrny i także doświadczony przez los. Między tymi młodymi ludźmi zaczyna się rodzić uczucie, choć nie wszyscy są z tego zadowoleni, a i przeszłość zaczyna upominać się o Klaudię...
Czy uda im się spełnić swoje marzenia, na przekór wszystkim przeszkodom?

Wzruszająca, zaskakująca opowieść, od której jak zwykle nie będzie można się oderwać, aż do samego końca!

Nie wiem jak to się stało, ale kolejny raz jestem totalnie zaskoczona przez Katarzynę Michalak. Po książce z taką okładką, spodziewałam się raczej ciepłej, spokojnej powieści obyczajowej, a otrzymałam wątek sensacyjny, ciągłe napięcie, intrygi które sprawiają, że najnowsza powieść Katarzyny Michalak na długo zapada w pamięć.

To przejmująca powieść o życiu, miłości, poszukiwaniu szczęścia, zmaganiach z przeciwnościami losu i dążeniu do realizacji własnych marzeń. Dostarcza cały wachlarz emocji – od frustracji, lęku, gniewu, poczucia bezsilności, aż po wzruszenie, nadzieję, radość i wiarę w lepsze jutro. 

W książce poznajemy młodziutką Klaudie z bagażem doświadczeń i kilka lat starszego od niej Kamila też nieoszczędzanego przez życie. Po głowie chodzi mi pytanie: ile człowiek jest w stanie znieść zła które na niego spadnie? Mówią, że Pan Bóg zsyła na nas tylko tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć. Czy to prawda?
Autorka w książce wykorzystuje motyw molestowania seksualnego przez najbliższego krewnego. Ale to nie sam motyw molestowania jest tutaj ważny, istotne jest jak ofiara jest w stanie sobie z tym poradzić i jakie to wywołuje u niej skutki emocjonalne.

Bardzo sympatyczna książka.