Trzecia powieść Roberta Galbraitha to diabelsko inteligenta zagadka
kryminalna, a zarazem wciągająca historia kobiety i mężczyzny, którzy
znaleźli się w trudnym momencie, zarówno jeśli chodzi o życie zawodowe,
jak i osobiste.
Robin Ellacott otrzymuje tajemniczą przesyłkę. Z przerażeniem odkrywa w
paczce odciętą nogę. Szef dziewczyny, prywatny detektyw Cormoran Strike,
jest równie zaskoczony, choć nieco mniej przerażony. Przychodzą mu na
myśl tylko cztery osoby, które mogłyby być zdolne do takiej brutalności.
Detektyw sądzi, że policja podąża fałszywym tropem. Rozpoczyna śledztwo
na własną rękę.
„Żniwa zła” to fabularnie moment bardzo ważny w życiu Cormorana i
Robin. Tak jak w poprzednich częściach kolejne strony nie skupiają się
wyłącznie na śledztwie, ale również na zawirowaniach w ich życiach,
chociaż tym razem, jak nigdy wcześniej, bardzo często będą one szły
jednym torem, bo sprawa zbyt mocno dotyczy jednego z nich, aby traktować
ją jak zwykłe zlecenie. W tym miejscu warto wspomnieć, że Galbraith
bardzo życiowo i realistycznie podszedł do wielu spraw, pisząc trzecią
powieść. Oczywiście widać to było już wcześniej, ale tym razem wiemy na
pewno, że nie był to przypadek czy fanaberia. Uznaję to za jeden z
największych plusów tego kryminału, a sami, mam nadzieję, również
docenicie to podczas lektury.
W innych światach, po dwóch zakończonych sukcesem sprawach, agencja
detektywistyczna Cormorana Strike’a powinna pękać w szwach od przyszłej
klienteli, błagającej go wręcz o wzięcie ich sprawy. Tymczasem po
oszałamiającym, choć krótkim zainteresowaniu agencja tkwi niemal w
martwym punkcie. Cormoran i Robin mają jedynie dwóch klientów, co
dobitnie pokazuje, jak szybko, ale również przelotnie działa magia
mediów. Zainteresowanie jednym tematem bądź nazwiskiem za sprawą
telewizji, prasy czy internetu może być ogromne, ale niemal zawsze
skończy się tak szybko i nagle, jak się zaczęło; zepchnięte w niebyt i
niepamięć innym, nowszym tematem.
Również sprawy, którymi obecnie zajmują się nasi bohaterowie, nie są
iście filmowe czy literackie. Spodziewać by się można, że będąca zawsze o
kilka (a nawet kilkanaście) kroków przed policją agencja
detektywistyczna, zajmować się będzie poważnymi, niebezpiecznymi
sprawami, tymczasem ich klientela tylko pokazuje, jak niewdzięcznym i
często nudnym zawodem jest bycie prywatnym detektywem. Rowling
(wybaczcie, nie mogę się zdecydować na jedno nazwisko) świetnie odbarwia
ten wspaniały literacki świat, w którym wszystko jest lepsze, ciekawsze
i szybciej pulsujące, co zaskakujące, czyniąc go tym samym bardziej
kolorowym na tle innych kryminałów. Szarością dnia codziennego, rutyną,
bylejakością i autentycznością nadaje mu wyjątkowych w tym względzie
rumieńców.
Nie obyło się również w „
Żniwach zła” bez tej strony bardziej
brutalnej i już nie tak codziennej, zwykłej. Autorka porusza sporo
niełatwych tematów, wśród których wymienić można chociażby pedofilię,
molestowanie, gwałty, przemoc czy uzależnienie od drugiego człowieka.
Podczas lektury poznamy sporo mężczyzn, których nie chcielibyśmy spotkać
na swojej drodze, ale także niemało kobiet, które niezwykle trudno
będzie nam zrozumieć.
Po zakończeniu lektury, niezwykle ciekawie zapowiada się kolejna część
przygód detektywa i jego nieocenionego pomocnika, który zaczyna pełnić
coraz większą i ważniejszą rolę.