Od pewnego czasu zastanawiam się czy
tylko ja mam taki problem? Może jest nas więcej?
Czy wam też kupowanie książek zaczyna
wymykać się spod kontroli? Znacie metody walki z nałogiem?
Niby nic takiego… Kupiłam książkę. Bo
była tania… Bo promocja… Bo to przecież okazja… Nowość, którą koniecznie mieć
wypada. Tylko jeśli woluminów jest kilkanaście w miesiącu... Co wtedy?
Można się z tego śmiać, ale mam wrażenie że to faktycznie jest
choroba. Nie wyobrażam sobie by na rynku pojawiła się jakaś interesująca mnie
pozycja a ja bym jej nie kupiła .
Nie chce nawet myśleć jak wiele pozycji nabyłam
już w tym roku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz