Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod oknem balkonu jej
londyńskiej rezydencji. Policja stwierdza samobójstwo, ale brat
celebrytki w to nie wierzy, dlatego zatrudnia prywatnego detektywa,
Cormorana Strike’a.
Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał i
fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z
kobietą swojego życia. Sprawa Luli jest dla niego szansą na odbicie się
od dna, ale im bardziej detektyw wikła się w skomplikowany świat
wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo.
Robert Galbraith (pozostaniemy bowiem przy pseudonimie) na początku
kiepsko sobie radził w męskiej stylizacji językowej. Widać było, że
bardzo się stara, aby powieść napisana była „po męsku” jednak nie zawsze
mu to wychodziło. Dało się zauważyć niuanse, które powodowały, że
gdybym miała strzelać - powiedziałabym, że autorem „Wołania kukułki”
jest kobieta. Jednak w miarę pochłaniania nas przez świat fabularny i
perypetie bohaterów, te szczegóły gdzieś się zacierają i nie ma nawet
czasu, żeby myśleć o płci autora. Wnikamy w chłodną atmosferę Londynu i
podróżujemy z Cormoranem w poszukiwaniu prawdy, która zdaje się być
doskonale zakamuflowana. Przesłuchujemy kolejnych świadków i bliskich
Luli, dziwimy się, że śledztwo choć leniwe, a pytania wciąż te same i
nie dające rezultatu, gna nas przez 450 stron jakbyśmy byli gonieni.
„Wołanie kukułki” jest też doskonałym opisem świata celebrytów,
zakłamania w jakim żyją i stresu, który dominuje nad ich egzystencją.
Wśród błysku fleszy, natrętnych pytań i czatujących tuż pod domem,
czasem nawet całą dobę, paparazzich, sławy muszą się nieźle natrudzić
aby wykonać prywatny telefon i nie być podsłuchiwanym. Muszą kombinować,
kręcić i zakładać maski, by niezauważonym przedostać się choćby do
taksówki. Natomiast prawdziwi przyjaciele to ci, którzy nie sprzedadzą
informacji o tobie. W tym świecie jeszcze trudniej o normalne i dające
efekty śledztwo, kiedy każdy nauczony jest mówić nieprawdę, a alibi może
zapewnić ci zwitek banknotów, szantaż lub strach.
Kormoran i Robin, choć są zupełnymi przeciwieństwami, świetnie się
uzupełniają i rozumieją. Autorka dokładnie opisuje detektywistyczne
rzemiosło i niezwykle wyczucie bohatera, lecz nie zawsze przekłada jego
myśli na papier. Trzeba, chyba mieć to coś, by dojść do podobnych
wniosków.
Nie sądziłam, że autorce uda się napisać taki klimatyczny i niespieszny,
ale mimo to cały czas trzymający w napięciu kryminał. Niby bez wielkiej
rewolucji w gatunku, ale jednak było w tej książce coś, co wciągało. To
taka powieść kryminalna z dobrym podłożem psychologicznym. Jeśli
lubicie lekkie kryminały bez makabrycznych opisów zbrodni, to jest to
idealna propozycja. Ja z niecierpliwością czekam na kolejne książki z
tym bohaterem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz